Viceliderki tabeli miały być drużyną „nie do ruszenia” i wynik pokazuje, ze tak było, ale jednak pierwszy set pozostanie nam na długo w pamięci, a emocjami jakie mu towarzyszyły można spokojnie obłożyć kilka meczów Tauron Ligi.
Zatem do meritum. Premierowy set był istnym rollercoaster’em w wykonaniu łodzianek jak i mogilnianek. Piorunujące wejście w mecz przez gospodynie, następnie mogłoby się wydawać zbudowanie bezpiecznej przewagi, aby po chwili na tablicy wyników był remis a akcję później piłka setowa dla żółto-czarnych!
Pierwszy set kończymy jednak wynikiem 31:29 i jak to dotychczas było wielokrotnie – nie jesteśmy w stanie wykorzystać swoich szans popełniając proste błędy w samych końcówkach. Tak tez było tym razem – piłka setowa, wystawa na skrzydło i próba efektownego zakończenia wbitym gwoździem w parkiet po stronie rywalek, kończy się monstrualnym blokiem, który doprowadza do remisu, a takich sytuacji czołówka ligi nie ma w zwyczaju oddawać.
Przebieg pierwszej partii, a raczej jej zakończenie chyba mocno odbiło się na Sokolankach, które w drugim i trzecim secie stanowiły tło dla gospodyń, które były bezapelacyjnie lepsze i zasłużenie sięgnęły po kolejny komplet punktów w aktualnej kampanii.
Po ostatnim gwizdku tablica wyników pokazuje wynik 3:0, także do Mogilna wracamy bez punktów.