Takiego rozpoczęcia spotkania w Opolu mało kto się spodziewał.
Sokolanki zdominowały Wilczyce dyktując warunki na parkiecie i pozwalając gospodyniom na zdobycie zaledwie 14 punktów i to przed własną publicznością!
Niestety jeśli ktoś po tym secie uważał, że to będzie szybkie 3:0, prysznic i droga powrotna do Mogilna, to bardzo się zdziwił… Opolanki na drugą partię weszły dużo bardziej skoncentrowane, poprawiły swoją skuteczność w ataku i przyjęciu, a dodatkowo zmusiły żółto-czarne na popełnienie dziewięciu błędów, co w finalnym rozrachunku nie mogło mieć dobrego zakończenie.
Trzeci set był swoistą kontynuacją zdarzeń z poprzedniej partii. Skuteczna gra gospodyń, coraz większa niemoc w ofensywie mogilnianek i „przyblokowanie” potencjalnych liderek, sprawiło, że faworytki meczu odrobiły straty i wyszły na prowadzenie.
To co wydarzyło się w czwartym secie jest trudne do opisania. Najpierw opolanki budują siedmiopunktową przewagę, a tablica wyników jeszcze nie wskazuje po ich stronie nawet dziesiątego punktu, a po kilku minutach żółto-czarne wychodzą na prowadzenie, a od doprowadzenia do tie-breaka dzielą je 3 punkty. Wpływ na taki obrót sprawy bez wątpienia miały zmiany, które na początku były wykonane chyba bardziej z zamysłem „już i tak nic dobrego tu się nie wydarzy, niech zgrają rezerwowe”, a okazało się, że dały niesamowity impuls do walki i „o mały włos” nie urwały punktów trzeciej sile Tauron Ligi.
Koniec końców wyczyn ten się nie udaje… UNI wygrywa 3:1 i zapisuje na swoim koncie kolejne zwycięstwo. Mogilnianki natomiast po dobrym meczu derbowym, ponownie musiały przełknąć gorycz przegranej, ale walka trwa nadal!